Wojewoda Lubuski z tytułem Ironman
Marek Cebula zapisał się na trwałe w historii polskiego sportu. Jako jedyny z grona wojewodów ukończył legendarny wyścig Ironman Emilia-Romagna, który 20 września odbył się w Cervii (Włochy). Musiał pokonać trzy etapy: przepłynąć 3,8 km, przejechać rowerem 180 km i przebiec 42,195 km w maratonie. Czas, w którym przekroczył metę, to 12 godzin 48 minut i 34 sekundy, za co usłyszał z głośników głośny okrzyk: "Marek Cebula, you are an IRONMAN!".
Przygotowania i trudności na trasie
Droga do tego sukcesu nie była łatwa. Marek Cebula trenował pod okiem trenera Adama Sułowskiego, mistrza świata w podwójnym Ironmanie, przez około 2,5 roku. Mimo przerw spowodowanych powodzią i śmiercią ojca, był pewny swojej formy na starcie.
Wyzwanie było ogromne, szczególnie z uwagi na panujące podczas wyścigu warunki – upał sięgający 30 stopni. Podczas biegu, który odbywał się na czterech pętlach, musiał nawet marszować, by przetrwać silny kryzys i uciążliwe skurcze mięśni. Pomogła mu wiedza i doświadczenie zdobyte podczas treningów, a także wsparcie trenera i przyjaciół.
Co najbardziej dawało się we znaki?
- Pływanie: spokojne tempo, nie forsował się zgodnie z radą trenera;
- Rower: m.in. trudny, dwukilometrowy podjazd o nachyleniu 12%, na którym nie miał odpowiedniego przełożenia, co utrudniało jazdę;
- Bieg: najtrudniejszy etap ze względu na upał i ogólne zmęczenie, zwłaszcza na pierwszej pętli i późniejsze skurcze mięśni.
Wytrzymałość i dieta podczas wyścigu
W trakcie zawodów Marek korzystał głównie z żeli energetycznych, pił wodę, izotoniki oraz cola z cukrem dla uzupełnienia energii. Spożycie jedzenia było skondensowane, a przerwy na potrzeby fizjologiczne nie wystąpiły. To wymagało odpowiedniego treningu jelitowego podczas przygotowań.
Po co trenować Ironmana?
Marek podkreśla, że trening do Ironmana to nie tylko bieganie czy pokonywanie pełnych dystansów, ale raczej przygotowanie organizmu do wytrzymałościowego wysiłku i nauka odpoczynku. Cały proces to także wielkie wyrzeczenia – część treningów trwała nawet 6,5 godziny i odbywała się głównie w weekendy ze względu na obowiązki zawodowe wojewody.
„Na metę przybiegłem wyczerpany, ale uśmiechnięty. W głowie kotłowały się myśli: 'Udało się! Zrobiłem to!'. Nieopisana radość, spełnienie” — Marek Cebula, wojewoda lubuski
Co dalej? Sportowe plany wojewody
Po tym sukcesie Marek nie planuje kolejnych startów w pełnym Ironmanie, skupiając się na pomocy swojemu koledze Sławomirowi Pawlakowi, który planuje wystartować w przyszłym roku po rekonwalescencji. Wojewoda zamierza wspierać go treningami i radami opartymi na własnym doświadczeniu.
Źródło: gazetalubuska.pl