Wyprawa życia w górach Tienszan
Robert Klasa z Kościerzyny niedawno wrócił z dzikiej i niemal nietkniętej przez cywilizację wyprawy w góry Tienszan w Kirgistanie. Pasjonat podróży i 57-latek, który przygotowywał się pół roku, pokonał ponad 120 kilometrów stromych, kamienistych szlaków, mierząc się z silnymi kontrastami pogodowymi i wymagającym terenem.
Surowość i zmienność gór
W trakcie podróży temperatura potrafiła spaść poniżej zera, a śnieg i grad padały nawet cztery razy dziennie. Przez większość czasu nie było zasięgu ani internetu, a kontakt ze światem zewnętrznym możliwy był tylko przez krótkie okienko z dostępem do satelitarnego internetu na wysokości 3500 metrów. Robert podkreśla, że ta cisza, wolność od powiadomień i pośpiechu była jednym z największych atutów wyprawy.
Grupa i przygotowania
W wyprawie uczestniczyło trzynaście osób, w tym dwanaście z Polski i jeden Szwajcar, w większości doświadczeni sportowcy (maratończycy, ultramaratończycy, triathloniści). Mimo różnicy wieku, zadecydowała wytrzymałość i gotowość do współpracy.
Robert trenował intensywnie sześć dni w tygodniu, aby być gotowym do wielokilometrowych dni marszu i pokonywania dużych przewyższeń.
Kultura i natura Kirgistanu
Podróżnicy odwiedzili m.in. miasto Karakol, które łączy w sobie różne kultury i religie, oraz więź kulturową z postacią Mikołaja Przewalskiego, którego muzeum znalazło się na trasie.
W trakcie wyprawy poznał także gościnność Kirgizów, ich tradycyjne życie związane z końmi i spróbował lokalnych przysmaków, jak kumys – fermentowane mleko klaczy.
Niezapomniane miejsca i doświadczenia
- Dolina Arszan z gorącymi źródłami – miejsce relaksu po trudach wyprawy
- Jezioro Ała-kol na wysokości 3500 m – jedno z najpiękniejszych widoków, które zapiera dech
- Spał w namiotach z gwizdkami na wypadek niedźwiedzi, co podkreślało prawdziwą dzikość terenu
"W górach człowiek odzyskuje równowagę. Tam nie liczą się pieniądze, pozycja ani codzienny pośpiech. Liczy się oddech, krok, drugi człowiek obok. To był mój czas spełnienia. I pewnie nie ostatni." — Robert Klasa, podróżnik
Źródło: Dziennik Bałtycki